pl en

MPEC Olsztyn

...z nami zawsze
będzie cieplej...

Wspieramy aktywność pracowniczą

  • Jajo też piłka - wywiad z Leszkiem Borsem, trenerem żeńskiej drużyny rugby

    dodano: 2015-06-21 11:17:00

    - Nie masz dość tego rugby? Jakby nie było, to już trzydzieści trzy lata…
    - Dopiero trzydzieści trzy. Mam jeszcze dużo do zrobienia. Trenowanie dziewczyn to spore wyzwanie.
    - Wiem coś o tym. Kiedyś, kiedyś prowadziłem żeński zespół koszykówki. Łatwo nie było. Humory, fochy, obrażanie się na koleżanki, że niby faworyzowane są. W twoim zespole też tak jest?
    - Teraz już może mniej, ale początki były trudne. Opanować czternaście dziewczyn i kobiet w wieku od 16 do 36 lat, stworzyć z nich jeden organizm, to wyzwanie. Skąd taki, a nie inny nastrój, co w niej siedzi, że boczy się na inne, dlaczego płacze.  Na szczęście moja córka jest po psychologii i pomaga mi zrozumieć kobiety. Po roku pracy z nimi, bo zespół prowadzę, od 1 marca 2014 roku, mogę powiedzieć, że chyba mi się udało jakoś to poukładać.
    - Jak wyglądał nabór do drużyny?
    - Pierwszy nabór prowadziłem w olsztyńskich zespołach futbolu amerykańskiego i kobiecej piłki nożnej. Trochę czasu musiało upłynąć, zanim przestawiłem je na inne zasady gry. Z dzisiejszą młodzieżą, nie tylko dziewczynami, jest kłopot.


     

    - Młodzi nie chcą trenować, uprawiać sportu?
    - Nawet nie o to chodzi. Kłopotem jest słabe przygotowanie ogólnorozwojowe młodzieży. To efekt nie tylko ograniczania liczby godzin wychowania fizycznego w szkołach, ale i zupełnie innego modelu spędzania wolnego czasu przez młodzież. Moje pokolenie, a pewnie i twoje też, spędzało czas na podwórku, czy boisku. Aktywnie. Grało się w coś, biegało. A dziś niektóre z moich dziewczyn, nie potrafiły na początku zrobić przewrotu w przód. Dajesz wiarę?
    - Trudno w to uwierzyć, ale siedzenie przed laptopem, czy ze smartfonem robi swoje. Myśmy tego nie mieli, byliśmy bardziej kreatywni. A ruch dla dzieciaka to podstawa…
    - I dlatego praca z młodzieżą potrafi dać satysfakcję. Nauczenie chłopaków czy dziewczyn określonych zachowań, odruchów wręcz sprawia, że sam się przy nich odmładzasz.
    - Wróćmy zatem do twojej młodości. Zaczynałeś od piłki ręcznej, zgadza się?
    - Grałem w nią od piątej klasy podstawówki. W klubie Budowlani. I właściwie rugby to przypadek. Miałem 17 lat, kiedy trener Zbigniew Podgórski zaproponował mi i paru innym chłopakom przyjście na trening drużyny  rugby. Akurat Budowlani awansowali do I ligi. Zobaczyłem i pokochałem. Tak to się zaczęło. Byłem wtedy najmłodszym zawodnikiem w tej drużynie.
    - I chyba dobrze ci szło, skoro trafiłeś do reprezentacji Polski juniorów?
    - Jakoś mnie zauważono. W 1983 roku na mistrzostwach Europy tej kategorii wiekowej, zajęliśmy dziewiąte miejsce. Na tamte czasy był to duży sukces. Pamiętajmy bowiem, że rugby w Polsce nigdy raczej nie miało takiej popularności, jak inne gry zespołowe.
    - Pamiętam, że Budowlani trenowali wówczas na stadionie przy Gietkowskiej…
    - Zgadza się. Tam odbywały się treningi i mecze. Ale swój pierwszy oficjalny mecz, który zakończył się wynikiem 7:7, rozegrałem na stadionie Stomilu.  Dało nam to wtedy awans do I ligi. Niestety, w sezonie 1983/84 zespół spadł z I ligi. Byliśmy najmłodszą wiekowo drużyną. W 1991 roku zostałem trenerem juniorów. Mieliśmy dofinansowanie z Wojewódzkiej Federacji Sportu.  W 2000 roku trenowało w mojej grupie seniorów 40 zawodników. Akurat w sezonie 2000/2001 wywalczyliśmy kolejny awans do I ligi. Niestety, zaczął się dramat z pieniędzmi na funkcjonowanie klubu i drużyny. Zdecydowałem razem z zawodnikami o opuszczeniu KS Budowlani. Graliśmy jako Renox, nieco później – WMPD - PUDiZ. Teraz, już z dziewczynami, wciąż szukamy wsparcia i pomocy. To w zasadzie prywatne przedsięwzięcie kilku zapaleńców i dziewczyn, które często muszą wykładać własne pieniądze na wyjazdy.
    -  Pod względem sportowym wciąż jesteście na dorobku?
    - Podobnie, jak pod względem finansowym. Trenujemy na boisku Olsztyńskiej Szkoły Wyższej przy Bydgoskiej. To chyba jedyne miejsce do normalnej pracy. Aż dziw, że w stolicy regionu nie ma tak naprawdę gdzie trenować.
    - No, ale w kwietniu byliście organizatorem jednego z turniejów Mistrzostw Polski w Rugby 7 Kobiet. Zajęliście dziewiąte miejsce, a mecze rozgrywano w Kortowie…
    - Albo boisko na Dajtkach, albo Kortowo, bo gdzie indziej można? Owszem, zorganizowaliśmy ten turniej, zresztą pierwszy z cyklu, ale gdyby nie pomoc kilku sponsorów, nie dalibyśmy rady. Chcę tu - za udzielone wsparcie -  bardzo podziękować Spółce MPEC. Co do turnieju – zajęliśmy 9. miejsce. W całym cyklu gra dwanaście zespołów, wśród nich potęgi, takie jak gdańska Lechia, gdzie tradycje rugby są bardzo mocne. Cały czas widzę postęp moich dziewczyn, liczę, że za rok, dwa, nawiążą walkę z drużynami ze środka tabeli.
    - Uważasz, że rugby ma szansę przyciągnąć więcej kibiców, o sponsorach nawet nie wspominając?
    - Marzę o tym. Powiem tak: w Europie liczą się tylko Anglia, Walia, Irlandia, Francja i Szkocja. W świecie potęgą jest Nowa Zelandia, Australia i RPA. Polska? W okolicach 23 – 25 miejsca. A to i tak lepiej, niż piłkarska reprezentacja. W Trójmieście, mecze rugby, wciąż ogląda około kilkuset widzów. Lechia Gdańsk, Ogniwo Sopot, Arka Gdynia i Budowlani Łódź – te kluby są najmocniejsze, z wieloletnią tradycją. Dlaczego zatem nie Olsztyn? Wierzę, że i tu rugby znajdzie swoich fanów. Bo to piękna gra!
    - Na czym jej piękno polega?
    - To gra mocno kontaktowa, ale dla zawodników z otwartą głową. Ważne jest przygotowanie fizyczne. Tu nie tylko się biega i walczy o piłkę, ale i myśli. W tej grze nie ma przypadku, wygrywa ten, kto zdobędzie więcej punktów. Tak jak w futbolu bramek. Ośmielę się powiedzieć, że nawet najgorszy mecz rugby, jest ciekawszy, niż wiele meczów piłki nożnej. W rugby znacznie mniej jest też poważnych kontuzji.
    - O co chodzi w meczu rugby?
    - O zdobycie większej liczby punktów, niż przeciwnik. Piłkę, zwaną „jajem”, bo owalna, ręką podaje się do tyłu, a kopie do przodu. Najwięcej punktów, bo aż pięć, zdobywa się z przyłożenia, czyli położenia piłki za linią bramki. Żeby ją tam położyć, trzeba po pierwsze tę piłkę mieć, po drugie, mocno się napracować, by za linię bramki przeciwnika dobiec. Rzut karny, wykonywany z każdego miejsca na boisku, daje trzy punkty. Uwierz, że wcale niełatwo jest trafić między wysokie tyczki bramki z 20, czy 30 metrów. To nie „jedenastka” w piłce nożnej, chociaż tam również jest ciężko zdobyć bramkę.
    - Często słyszy się o „młynie”…
    - Sędzia zarządza „młyn”, gdy któremuś z zawodników piłka wypadnie do przodu. Zawodnicy odpowiednio się ustawiają, by „jajo” wybrać z gąszczu rąk i nóg i wyekspediować je dalej, w kierunku linii bramki przeciwnika.
    - Widzę, że akurat (rozmawiamy w mieszkaniu Leszka), w telewizorze trwa mecz rugby. Często oglądasz?
    - Jest przecież TV Rugby, specjalny kanał o tej grze. Trudno nie oglądać, to dobra lekcja także dla trenera. Przy okazji można zobaczyć w akcji najlepsze zespoły Europy i świata. Najlepsze mecze i turnieje.


     

    - Przyznam, że rugby mnie aż tak bardzo nie fascynuje, jak choćby piłka ręczna. Ale zawsze z ciekawością patrzę na reprezentację Nowej Zelandii, gdy przed meczem wykonuje swój słynny taniec…
    - To ma pokazać przeciwnikowi, że Nowozelandczycy są najgroźniejszym zespołem świata, ma wzbudzić lęk. Raz tylko Nowa Zelandia wykonała ten taniec w tunelu przed towarzyskim meczem z Walią. W dalszym ciągu zawodnicy Nowej Zelandii wykonując taniec Haka, który wzbudza ogromne zainteresowanie i wywołuje dodatkowe emocje.
    - Rugby to do dziś twoja pasja, choć z przypadku, twoja przeszłość i przyszłość. Masz jakieś osobiste marzenie związane z tą dyscypliną?
    - Są dwa: pierwsze dotyczy – co jasne – coraz lepszego rozwoju mojej drużyny i większego zainteresowania tą grą kibiców. Drugie związane jest z tegorocznym finałem Pucharu Świata rozgrywanym we wrześniu w Anglii. Zrobię wszystko, by tam pojechać.
    - Serdecznie ci spełnienia obu tych marzeń życzę. Dzięki za spotkanie i rozmowę.

    Rozmawiał: J. Uścinowicz

    Zdjęcia: M. Podgórski

Aktualności

Sklep internetowy

Sprawdź ofertę

Stacja meteo "Słoneczny Stok" w Olsztynie

Położenie geograficzne: 53°47' N; 20°30' E
Temperatura powietrza: 0.7 °C
Prędkość wiatru: 2.2 m/s
Nasłonecznienie: 1.0 W/m2

Ciepłownia "Kortowo"

Przepływ wody sieciowej: 1600.0 m3/h
Moc źródła ciepła: 61.9 MW
Temp. wody zasilającej MSC: 82.0 °C
Temp. wody zwracanej z MSC: 49.0 °C

Elektrociepłownia "Michelin"

Przepływ wody sieciowej: 1108.0 m3/h
Moc źródła ciepła: 46.0 MW
Temp. wody zasilającej MSC: 81.8 °C
Temp. wody zwracanej z MSC: 46.5 °C

facebook